niedziela, 19 lipca 2009

Zupa rybna po gruzińsku

Zupa rybna po gruzińsku ma to do siebie, że jest gęsta, obłędnie pachnie winem, kolendrą, czosnkiem i orzechami. Aha, i rybą, ale góruje wino i orzechy. Pietrucha i zielona kolendra. Mielona też. Wszystko tu góruje, miesza się ze sobą, nie ma poszkodowanych, nie ma niepotrzebnie dodanych składników. Całość. Gruzińskość.

Można o niej, tej zupie niby, powiedzieć jeszcze to, że nawet osoby unikające ryby pożerają ją z repetami. Taka to kompozycja aromatyczna jest. A foty nie ma, i nie będzie. Mało fotogeniczna ona, jak to zupa.

Wojtek prosił o ten przepis dawno temu, Wojtek ma dopiero teraz. Kurde, ciągle coś pichcę, boczek rośnie (-> tu mrugnięcie do Agi), zdjęć fura też, a nie wklepuję. Pierogów dla Szuwaśki boczkowych nie zapodałem chyba? Na czasie by było. A nu mnie. No i zapotrzebowań na przepisy nie realizuję. Zgroza. Może poproszę Pałąkową żeby mnie pilnowała.

Dla porządku zaznaczamy: przepis jest z książeczki "Kuchnia gruzińska" Grażyny Strumiłło-Miłosz.

Nu, powynurzałem, teraz do rzeczy. Zupa.

Składniki:
▪ 1 kg ryby (ja zawsze biorę głowy: muszą być z łososia i tołpygi, a reszta dowolna). OK, 2 kg. Im więcej, tym lepiej, ile wam do garnka wejdzie, można na dwa razy, będzie pyszniej,
▪ 2 cebule,
▪ mały seler,
▪ 1 pietruszka (korzeń),
▪ 4 ząbki czosnku,
▪ garść orzechów włoskich,
▪ 2 łyżki mąki,
▪ pół szklanki białego wina,
▪ łyżka albo i dwie ziaren kolendry,
▪ łyżka estragonu,
▪ mała puszka koncentratu pomidorowego,
▪ pęczek zielonej pietruszki,
▪ pęczek zielonej kolendry,
▪ sól, pieprz.

Sporo składników, co? Ale warto, bo to nie byle rosołek. Nie umniejszając rosołkowi, ma się rozumieć. A robi się to tak. Uważajcie, bo będziecie musieli odświeżać stronę:

Głowy rybie, białą pietruszkę, seler, 1 cebulę zalać wodą w wielkim garnku i pogotować na minimalnym gazie aż ryba będzie się rozpadać. Kiedy już rozgotowana, cedzimy (będzie dużo brzydkich części ryby) i wybieramy dobre mięso. Bardziej wrażliwe osoby na przecedzonym bulionie gotują filety bez skóry albo co, i siekają.

No to mamy bulion z kawałkami ryby, teraz trzeba zrobić zupę. Cebulę ciekamy i solidnie podsmażamy. Nie żałujemy gazu, niech się trochę przypali - doda smaczku. Ja to robię na oliwie, ale najsmaczniej będzie na tłuszczu kurzęcym. Kiedy cebula gotowa, wrzucamy na patelnię mąkę i robimy lekką, jasną zasmażkę. Zawartość patelni łączymy z bulionem.

Czosnek siekamy z solą i czekamy aż puści sok. Dodajemy do garnka. Mielone ziarna kolendry też. No i mielone albo utłuczone w moździerzu orzechy (może zostać trochę grubszych kawałków, smakowe). Teraz koncentrat pomidorowy i wino. Gotujemy przez chwilę żeby całość przeszła winem, orzechy i ziarna kolendry dały aromat (bo czosnek da czy chcemy, czy nie chcemy). Gotowe? Znakomicie. Teraz będzie finał.

Pęczki pietruszki i kolendry siekamy drobno. Duużo siekaniny nam wyjdzie, ale to dobrze. Wsypujemy do garnka, mieszamy, wyłączamy gaz, czekamy kilka minut (o ile ten obłędny aromat nam pozwoli). Wszystko w tym czasie przejdzie wszystkim, zielenina zmięknie. Można posypać szczypiorkiem. Oj, boskie; oj, sycące; rozgrzewające jak rzadko. Może nie na lato to zupa, ale skoro Wojtek prosił pół roku temu... To Wojtek ma, nie? Bądźcie zdrowi i nie wchodźcie za furtkę kiedy pies się szczerzy.

13 komentarzy:

  1. odmruguję ;P

    a zupy rybnej nie miałam okazji jeść i jakoś mnie do niej nie ciagnie nie wiedzieć czemu

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczekajcie, waszmość panno, do zimy, jeszcze się przeprosicie, i poprosicie o dolewkę. A i z makaronem to można wydawać, aha!

    :D

    OdpowiedzUsuń
  3. zupa rybna? nigdy nie jadłam a czytajac mysle ze musi byc b. smaczna
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Hihi, tu nie ma co myśleć, tu trzeba czekać na chłody i robić! Polecam serdecznie, bo pyszne to danie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi pysznie, chyba wypróbuję. Ryb ci u mnie ostatnio dostatek bo brat całymi dniami i nocami przesiaduje z wędką nad jeziorem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, wymarzona to okazja! To niech się stara o duże tołpygi :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę podobna do zupy segedyńskiej( węgierskiej rybnej). Uwielbiam ją a rybich głów się nie obawiam. Jak nastaną chłody, uwarzę kociołek:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po węgiersku to pewnie z dużą ilością papryki, mniam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ot cholera, bez ten internet, to nerw ja strace - znów od początku pisać muszę. W każdym razie dziękował ja jemu za przepis - cholera zapodział ja gdzieś bumage, gdzie onegdaj zakonotował ja tenże przepis. Zupkę polecam - choć ja trochę modyfikowałem, po swojemu tzn. z zasmażki rezygnowałem ( o ile dobrze pamiętam - albo nie pamiętam żebym robił :) ), ale dawałem więcej orzechów - bo zwyczajnie mnie ujęły swoją konsystencją i nadają charakter całej zupie - oczywiście w połączeniu z resztą.składników. Co do winka, to ja potrzebuję całą butelkę - z tym że (mniejsza, jak to się mówi) połowa jest składnikiem zupki a druga staję się moim składnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wygląda to super. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wygląda bardzo aptyecznie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. W takim wydaniu chyba jeszcze nigdy nie miałam okazji robić zupy rybnej, ale ten przepis mnie zaintrygował. Również zachwalam sobie przepisy na dania rybne z https://mowisalmon.pl/przepisy/ i muszę przyznać, że są one bardzo smaczne. Tym bardziej, że często występuje w nich mój ulubiony łosoś.

    OdpowiedzUsuń