Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia tatarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia tatarska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2009

Tatowe biesiady: Czebureki - wielkie pierogi z wielką duszą i soczystym mięsem
























To ile pierogów zjecie, śmigiełki rośmialne? Dziesięć? Piętnaście? Góra dwadzieście? No więc kiedy was zapytają, ile chcecie czebureków, nie mówcie, że więcej niż trzy. Góra cztery. Bo to nie są jakieś tam pierożki, tylko wielgachne pierożyska. Dobre tak, że aż dziw, że coś tak prostego może być tak rewelacyjne. Dobre tak, że szkoda do nich podawać surówkę czy kapkę śmietany; lepiej żeby nic, ale to nic nie psuło ich własnego smaku. Za chwilę, kiedy powiem, jak je robić, będziecie się pacać w czoło i pohukiwać, że że też sami na to nie wpadliście. Ja się pacałem i pohukiwałem.


Przepis tatowy, bo to Tatowe biesiady są ze śpiewami i lataniem do piwniczki po więcej. Jak ja wam już mówiłem, tatulo zjeżdżał był pustacie bywszego Sowieckiego Sojuza, pługi śnieżne sprzedając. No i kiedyś zapultał się w okolice krymskie, na Zaporoże, gdzie zapoznał żyjących tam Greków. Piotr I, taki car, ich tam sprowadził żeby winiucho i raki dla niego pędzili, i tak zostali. Dobrzy to ludzie, gościnni i szczerzy, ale receptur żywnościowych skąpili. Uraczyli oni tatula czeburekami, a te posmakowały dla niego tak bardzo, że zakradł się nocą do kuchni, ukrył się w kotle na krochmal i bez szparę podglądał, jak te pierogi się robią. Byłoby się dla niego udało, ale kiedy zobaczył, jakie to proste, zaraz pacnął się w czoło i zahuczał „no że też ja sam na to nie wpadł, psia matula”. Kocioł huczenie wzmógł, Grek tatula znajszedł i skrzynka łyskacza poooszłaa! za zdradzenie przepisa, choć on nawet nie grecki, tylko tatarski. Chociaż, może i Grek coś tam majstrował, bo w internacie znalazłem tylko klapnięte cosie z grubego ciasta, a te są cieniutkie, uroczo okrąglutkie, chrupiące, napęczniałe sokiem i aromatami. Może to dlatego, że ciasto jak na pierogi (można jak na filo, z oliwą zamiast mleka), a nie drożdżowe?


sobota, 11 lipca 2009

Tatarski piróg. Pierekaczewnik













Poszedłem ja w gości do Czerpaka Dżona, pociotka mojego ze strony mamuli. Wyjechał on lat temu z osim do Hameryki żeb na snopowiązałkę ichniej waluty nazarabiać, i został się. Dżon na niego tam wołają, po naszemu Jasiek. Teraz ojcowiznę nawiedzić umyślił, i zaprosił mnie na kolację żeby poradzić się, czy warto u nas tchórzofretki na karmę dla lisów hodować. Nu, popili myśmy nowości maciaszczykowej: na życie nalewki z liściami dębowymi. Dobra ona, cierpka. Ale o czym to ja miałem, a. No i Jaśko napiekł piroga na modłę tatarską. Dobre to, czort. Nawet Szuwaśko zajadał i chwalił, przez to pewnikiem, że tam w takim małym makaronowym rogalu jedna i pół kostki masła znachodzi się. Posłuchajcie.

Składniki:
1 kg mąki,
4 jaja,
1,5 kostki masła,
1 kg chudej wołowiny,
4 cebule,
4 ząbki czosnku,
słodka papryka w proszku,
sól, pieprz.

Mąkę przesiewamy, dodajemy jajka, sól i wyrabiamy dodając tyle wody, ile mąka weźmie. Znaczy się makaron robimy, ale nie tniemy. Dzielimy na 4 części i każdą rozwałkowujemy na stolnicy posypanej mąką. Nie leńcie się, cieniuśko wałkujcie. Po rozwałkowaniu każdy placek przykrywamy ściereczką żeby nie wysechł. I teraz tak: w rondelku rozpuszczamy masło. Bierzemy placek, smarujemy sowicie masłem. Nakładamy drugi placek i tak samo. Potem trzeci i czwarty, na każdy nie żałując masła. Mamy czterowarstwowe ciasto pirogowe.

Wołowinę siekamy albo kroimy w mniejsze lub większe kawałki, jak kto woli. Dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, posiekany czosnek, sól, pieprz, obsypujemy papryką i mieszamy w misce, najlepiej ręką. Farsz rozkładamy równomiernie na cieście i zwijamy w śliczny rulon. Powiedziałbym, strudel wołowinowy. Formujemy koło i układamy w okrągłej formie albo prodziżu. Polewamy resztą masła i do piekarnika. Piecze się to w temperaturze 200 stopni tak ze 2 godziny, ale pilnować trzeba, bo lubi się przypalać z wierzchu.

Po upieczeniu kroić grube plastry i wydawać. Pyszne to takie, że hej, i sycące. Mówię wam, spróbujcie koniecznie, i dajcie znać, kiedy będziecie pichcić - przyjadę z nalewką dębową z żyta. Jeśli u Maciaszczyka na stanie będzie, ma się rozumieć. A gdybyście ciekawi byli, to tchórzofretek na karmę ja Czerpakowi Dżonowi nie poleciłem. Melony on będzie sadził. Bywajcie.

Peeska. Dodaję ten przepis do durszlakowej akcji "Makaron jest dobry na wszystko". Pierekaczewnik może mało przypomina to, co rozumiemy pod pojęciem "makaron", ale co tam... Pyszny jest.