poniedziałek, 3 maja 2010

Pochwała jagniątka

















Myli się ten, kto myśli, że to zdjęcie Azora po tym, jak był niegrzeczny na spacerze. Nie jest to mały chart afgański, wiecie, taki jakiego ma wójt z Gliniewic. Jest to połowa baranka, a właściwie jagniątka, bo i pachnie jeszcze mlekiem, i cały ważył 10 kilo, czyli tyle, co nie za duży pies. Piszę ja dla was o tym nie po to, żeby wzbudzić w was litość i szlochy z okazji utraty życia przez to zwierzątko, choć ten maluśki ogonek i mnie lekko poruszył, ale żeby pochwalić się, jakie to u mnie frykasy zagoszczą. Ooo, nad jagnięcinę i baraninę to ja nawet ryby nie przedkładam. Poczciwina na zdjęciu pozawczoraj jeszcze hasała po łące (a właściwie poczciwina z futrem na wierzchu, ponieważ samo mięso z kościami raczej nie hasa, a jeśli już, to potem o tym horrory kręcą), więc jest świeża jak zapach odekolona bufetowej Danuty.

Jagnię dostałem od Bazyluków Luby i Kazimierza, znacie może, bo pisałem ja dla was o tych dobrych moich sąsiadach, a przez ichnią rdestówkę, co się potem ryżówką okazała, miałem przepaździochę z pewnymi dociekliwymi blogerkami. Dobre te ludzie, same zamiarując mięsko zakupić, zaraz dali dla mnie o tym znać i masz, już je mam. Tanie bardzo nie było, ale dla tego smaku jestem gotów zrezygnować z poziomkowego ponczu i ruskiego szampana. Miałem podzielić się z mamulem i tatulą... wrrróććć! z mamulą i tatulem (wybaczajcie, ale na okoliczność porcjowania tego pięknego baranka siorbnąłem szklaneczkę rozmarynówki i się dla mnie literki wygibaszają). Z podziału nie będzie nic, bo maluśko tego, większość to kości, ale umyśliłem, że zaproszę moich rodzicielów na obiad, na który upiokę udo, a zaniedługo weźniem całego baranka.

A, właśnie, ostała się nereczka. Widać rzeźnik nie przyuważył. Namoczyłem ją w wodzie żeby utraciła zapaszek wiecie czego, a jutro usmażę na oliwie, posypię solą i zdegustuję na uduszonym na oliwie selerze naciowym z rozmarynem. Uch, będzie pysznie, podroby jagnięce są świetne. Najlepsze chyba są serca. Serce rzeźnik przyuważył i wyciął.

Sam nie wiem, może ja i wolę baraninę od jagnięciny? Na myśl o smaku mięsa baraniego dostaję ślinotoku. Jak mnie wczoraj Wylęgałki Aleksandra i Józef nawiedzili ze swoimi pięknymi córami: Walerią i Krystyną, to zrobiłem dla nich kebabczetki z jagnięcego mięsa nadziewane fetą (kradzione, a jakże!), o czym nie omieszkam napisać jak tylko wywołam kliszę, ale ta jagnięcina to tylko napis taki miała na opakowaniu, a jak na mój gust, to była baranina, bo zapach silnie barankowy, i tłusta niezwykle, co nie jest okolicznością negatywną, ponieważ cały smak jest właśnie w tym tłuszczu. No cholerka, jak to dla mnie smakowało! Jagnięcina jest delikatniejsza i ma mniej wyraźny aromat, a baranina bardziej zdecydowana, cięższa.

Jutro zrobię łopatkę pieczoną z rozmarynem i czosnkiem. Do tego sos miętowy, polenta i będę w dziewiętnastym niebie. Czego i dla was winszuję, moje wy rozmarynki umajone.

21 komentarzy:

  1. Oj Antoni, tak smakowicie piszesz o tym jagniątku, że chyba Cię nawiedzę nagle, a niespodziewanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo, ze i ja jagniecine lubie, to takie widoki to nie dla mnie. Ide sobie pochlipac w kaciku nad biednym jagniatkiem... :((

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, to Tatulo z Mamulą będą mieli ucztę ! A ten kebab z fetą to też musiał być pyszny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno, żeby trupek wyglądał apetycznie, he, he... Diwina może jeszcze pamięta, jak ją straszyłam świńską głowizną u "mojego" rzeźnika :D
    Podejrzewam, że na widok tego zdjęcia wszystkie wegetarianki i weganki nasze z blogów znajome modlą się za Ciebie Antoni i ręce nad Twoją krwiożerczością załamują.

    Nigdy w życiu nie jadłam jagnięcia i ciekawa jestem tego smaku, ale skoro takie drogie, to mi trochę obrzydło; poprzestanę na razie na świniaku :)
    A nerki bym chyba nie ruszyła. Z podrobów tylko ozór i wątrobę nauczona jestem jeść.

    W ogóle za słuszne uważam ukazywanie za pomocą takich zdjęć, skąd się pyszne mięso bierze. Jak komuś żal, niech nie je, a nie udaje, że mięso rośnie w hipermarkecie, a Koreańczykom głupiego psa jeść zakazuje. Pies takie samo czujące stworzenie jak świnia czy jagnię. Jeśli można jeść jedno, to można jeść i drugie i trzecie, albo nic czującego, czy czuć mogącego nie jemy zgoła wcale! (A do kozy się modlimy za to iżeśmy ją wydoili.) Amen.

    OdpowiedzUsuń
  5. O to to to!
    ta pani Muscat napisała szczerą prawdę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, Antoni, a ja się cykam czy zdjęcie kebaba na patyku dać na bloga, że niby mało estetycznie to mięcho wygląda ;-)
    Jak ta łopatka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio w moim ulubionym mięsnym pytałam z nadzieją czy nie mają może kawałka jagnięciny albo chociaż baraniny, ale nic z tego. A innych źródeł pozyskiwania takiego pysznego mięsa nie znam.
    Wobec tego poślinię się trochę przed monitorem :)
    Chochelka Grubsza

    OdpowiedzUsuń
  8. Jagnię bez serca było? Jakie to... dysonansowo romantyczne. Oto właśnie rzeczone oddaje się w ofierze, ale bez czułości. Dobrze, że chociaż smakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Diwino, a nawiedzaj, dzieciaku, trzecia chałupa za sołtysową ;)

    Majko, nie chlipaj, jak tu niżej (właściwie to wyżej) Muscatka pisze, mięsko nie rośnie w hipermarkecie. Albo nie, pochlipaj sobie, wrażliwość trzeba pielęgnować.

    Och, Grażynko, kebab był pyszny! Ale w ferworze walki nie zrobiłem zdjęć, więc wpis będzie bezzdjęciowy. Połączę go pewnie z wpisem o łopatce, którą wczoraj zjedliśmy z Gomulską Bronisławą i Radziulisem Czesławem. Mmmm! Miętowy sos!

    Muscatku kochany, policzyłem każde Twoje słowo i zgadzam się z każdym (hehe, modlitwa do kozy ;)). Każde jedno zwierzątko tak wygląda zanim się je rozerżnie. Pierwsze zdjęcie dałem z wrodzonej przekory, na zasadzie że sory, ale tak to wygląda. Jest prosiaczek, owieczka, kurka, chodzi sobie i skubie trawkę, ziarenka albo kartochli z parnika, a potem robi się mu pstryk, i wygląda jak na zdjęciu. Kiedyś też rozczulałem się nad kurką i świnką, ale potem pogadałem do siebie i uznałem, że albo będę rozczulony, albo będę jadł mięso. Zwyciężyła we mnie frakcja mięsna, i nie chlipię już. Mnie też robale wpaździerzą, to oczywiste. Na ile umiem, czynię sobie ziemię poddaną i koniec.

    Widzę, że i Mamamarzynia myśli podobnie. Fajnie :) Troszkę obawiałem się linczu ;)

    Moniko, łopatka re-we-la-cyjna! Z sosem miętowym i polentą, a także z sałatą ze szpinaku - objawienie! Mięso, które nie tylko pachnie mlekiem, ale ma też mleczny posmak. Pewnie można by je jeść na surowo. To jest coś, co się zapamiętuje. Obmyślam entuzjastyczny wpis na bloga. A z dawaniem pozornie niepięknych, ale na pewno prawdziwych zdjęć na blogu nie ma się co cykać, jak sądzę.

    Chochelko miła, wydawało mi się, że pisałyście kiedyś o jagnięcinie. Pewnie mi się popultało. Jagnięcinę można kupić właściwie tylko od hodowcy. Tania nie jest (20 zł za kilogram, gdzie w większości są kości, bo to kruszynka nieobrośnięta w tłuszcz i mięso), ale warto za nią pochodzić. Baraninę z kolei kupić jest łatwiej. Na ten przykład na hali mięsnej w Białymstoku był chłop, który prawie codziennie baraninę miał. Teraz halę zlikwidowano, ale ludzie nie fikusy, nie uschną jak się je wysadzi, więc pewnikiem można tego pana namierzyć. Ja już mam swojego dostawcę i nie zawaham się go nagabywać ;)

    Haha, Zemfi, Ty to zawsze umiesz ładnie powiedzieć! Dysonansowo romantyczne jagnię bez serca, wybornie! Smakuje nadzwyczajnie, mimo wybrakowania.

    OdpowiedzUsuń
  10. O, to ja z entuzjazmem na ów entuzjastyczny wpis czekam, z sosem miętowym - mlask :)))
    Z tymi zdjęciami to masz rację na 100% tylko ja taka estetka zakichana że mi każde mięcho brzydko wygląda (chociaż jem i nie narzekam) i dlatego mam na blogu same ciasta prawie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie za mały, 10kg? Ja natomiast z opcji jagnięcej, bararnina mnie nie rusza... ;) Czosnek, mięta i polenta to zacne towarzystwo dla jagnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moniko, bój się Boga, mięso brzydko wygląda?! Mięso wygląda ślinotokowo!

    Wiesz, Karolino, cały to on miał więcej, wnętrzności, głowa, skóra... Oj, bym zjadł znowu takiego baranka. Może se żeberka odmrożę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Brawo! Już Ci zazdraszczam! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj! Nie wytrzymam już i muszę poprosić: Antoni, nie nazywaj mnie "Muscatkiem", bom jest istotą płci żeńskiej na 200% (jako ta Żydówka Miriam, której imię też się nie odmienia przez przypadki) ;D
    To tak na przyszłość, bardzo pięknie Cię, Antoni, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gutku, to ja proszę na żeberka i śliwowincję ;)

    Muscat, ależ ja zdaję sobie sprawę, żeś niewiastą! Bardziej mi pasowało tak Ciebie nazywać, gdyż ponieważ zwracając się do kogoś, staram się używać wołacza; "Muscacie" w przypadku kobiety odpada - stąd ta nieudolna próba zdrobnienia. "Muscat" z kolei brzmi mi jakoś tak sucho, a powinno z sympatią. Ale oczywiście, od dziś będzie "Muscat", a sympatia zostaje wyrażona niniejszym i pozostaje w pamięci ;) Przepraszam za zonka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Obleśne i żałosne kiedy zachwyt nad martwym zwierzęciem przerasta aspekty kulinarne i potrzeby konsumpcyjne ...

    OdpowiedzUsuń
  17. A gdzie tu zachwyt nad martwym zwierzęciem? Jest zachwyt nad tym, co z tego mięsa można zrobić. Bo, czy ci się to podoba, czy nie, na zdjęciu widać mój obiad, który - i tu jest zachwyt - był znakomity. Obleśne i żałosne jest kiedy ktoś kołdunki z jagnięcinką i owszem, wpaździerzy, ale będzie darł papę, że nie można się cieszyć ze zdobycia tego samego kawałka mięsa, który znajdzie się w pierożkach, tylko jeszcze niezmielonego. To się nazywa dwulicowość. Orientuj się więc, nawet jeśli należysz do jakiegoś ugrupowania, które z mniej lub bardziej absurdalnych powodów propaguje niejedzenie mięsa, jajek, ryb albo wszystkiego na literę C. I broń Boże nie wchodź na blogi z normalnym jedzeniem skoro tak cię zniesmacza widok produktów przed obróbką.

    OdpowiedzUsuń
  18. Baran z ogonem ? Chyba cie tata oszukuje bo to jest martwy obrany ze skory PIES ;/;/;/

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje dzieci oglądały zdjęcia chartów i wśród nich wyskoczyło TO, bo w tekście pod zdjęciem odartego ze skóry trupa z obciętą głową użyto zwrotu "chart afgański". Przez pół dnia nie mogłem ich uspokoić. Winy za szarpanie nerwów wrażliwych istot nie da się zrzucić na zasadę funkcjonowania internetu. Jeśli autora tekstu stać tylko na takie barbarzyńskie porównania, niech się może skupi na sztuce kulinarnej, bo literat z niego już nie wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, trudno, niech dzieci wiedzą jak świat wygląda :D Widzicie, jak wyrzucicie pieska i trafi do schroniska, to później odetną mu łeb, zedrą ze skóry i przyrządzą z niego potrawkę!

      Usuń