Składniki:
▪ 1 polędwiczka wieprzowa,
▪ 1 seler; taka bulwa, a nie nać,
▪ pół jabłka,
▪ pęczek pietruszki,
▪ garstka majeranku,
▪ 1 ząbek czosnku.
Seler chodził za mną od dawna i uznałem, że będzie dobrym towarzyszem polędwiczek. Chciałem go zrobić na modłę Arkową. Arek jest świetnym źródłem inspiracji, o czym pewnikiem wszyscy wią... Eee, wiedzą. Ale trochę się przeliczyłem. Nie żeby receptura była kiepska, co to, to nie, ale lepiej by pasowała na przykład do mocniejszej w smaku wołowiny. Słodkawa, choć przypieczona polędwiczka, słodki seler z ciepłym w smaku majerankiem były trochę zbyt płasko słodkie, nawet mimo aromatu jabłka. Cukierkowe takie. No to co, zaostrzamy smak. Pomyślałem o pietruszkowym pesto z cytryną, które strużką zielonej łąki mogłoby przelać się przez bielutką wyspę selera. I byłoby super, gdybym do prac ręcznych nie nadawał się jak Radziulis Czesław na dziekana Wydziału Zarządzania. Wyszła mi taka brzydota, że musiałem pomieszać pesto z pire aby nie prezentować badziewia, którego nie tknęłaby nawet Bura Baciuka, która całkiem chętnie zjada resztki z makdonalda. Mimo wszystko, wyszło niekiepsko. Świeża pietruszka z sokiem cytrynowym i dobrą oliwą jako zadziora zdała egzamin. Ale ale, niech ktoś mi zamknie gębę, bo to wpis urodzinowy, a nie przemówienie Fidela Castro. Dobra, to polewam i cięgnę dalej, miarkując.
Pokrojonego w kostkę selera podsmażyłem krótko na oliwie z masłem. Dolałem nieco wody i mleka, dosypałem sporo majeranku (świnka uwielbia majeranek), i udusiłem do miękkości pod przykryciem. Dodałem sól, pieprz, ząbek czosnku i zmiksowałem na gładką, gęstą masę. Czosnek tam szalał, aj! To po kielonku, co nie? Uch, Maciaszczyk postarał się. Z opisanego wyżej powodu dodałem do masy pęczek pietruszki, także zmiksowanej, ale z oliwą i sokiem cytryny oraz szczyptą cukru.
Na tarełkach z rodowego fajansu rozłożyłem hojnie (ale nie dizajnersko, albowiem nie umię) selerową pulpę, położyłem po dwa kawałki mięsa i dodałem prościutką sałatę z młodego szpinaku z cebulką, oliwą i sokiem z cytryny (toaścik!). Deczko pikantnej jak piekło i pół Dżordżii chili albo pieprzu, i gotowe. Fajny, polski, majerankowy smak z jabłkiem w tle. Żałuję, że miałem tylko suszony majeranek. Ze świeżym to by dopiero była jazda!
O, i takie coś wydaję nimniejszym dla wszystkich, co dobrze dla mnie życzą. Aa, niechaj będzie moja strata, dla tych, co nie życzą, też. Dobre jedzenie złagadza obyczajowość. Patrzajcie, nawet obyczajowość kota Heńka złagodziła się, gdyż, jak widać na focie, łakomiej on gapi się na ślimaka, który niepostrzeżenie wypełzł ze śpinaku, niż na mięso. Poznać konesra: woli świeżą żywność. Czego i dla was życzę, choć w tym kontekście to bez przesady.
No to abyśmy się za rok, o mój rozmarynie, i wiecie, takie tam. Polewam, przepijam, kto skosztować zechce, zawsze mile widziany jest. Z Bogiem, pszeniczki szczerozłote.





