Poznaliśmy się dnia 1.09.37 w Bakałarzewie w gminnym przygranicznym miasteczku powiatu suwalskiego. On, Kazimierz Bogusławski, syn Grzegorza, ur. 27.04.10 w folwarku Bukatów gm. Wiszniew k./Bohdanowa, pow. Wołożyń. Ja, Antonina Pasikowska, córka Antoniego, ur. 18.08.11 w Słonimiu, wojew. Nowogródek.
(...)
Dnia 3.08.39 urodził się nam syn. Jak zwykle - wielkie zadowolenie, wielkie marzenie i wielka nadzieja.
(...)
Mąż mój został zmobilizowany 25.08.39. Dziecko miało zaledwie 3 tygodnie. Małżonek ubrał się w mundur galowy oficerski. Zapytałam nieśmiało, czy nie lepiej byłoby włożyć na wojnę wyfasowane w pułku drelichy. Odpowiedział mnie, że eleganciej będzie w razie czego zameldować się Bogu tak, jak mnie widzisz przed sobą.
A kilim wisi.
Wzięła maleństwo i ruszyła, ale tak, żeby być jak najbliżej, bo przecież w każdej chwili może wrócić. Tajne Nauczanie, bo przecież oboje byli nauczycielami. Strach, tęsknota, tak zwane srebra dawno zostawione gdzieś na kwaterze, z której trzeba było szybko uciekać.
A kilim wisi.
Łups! Podczas jednej z ewakuacji tuż obok wybuchła bomba lotnicza. Odłamki utkwiły w kilimie, za którym kuliła się z synkiem.
Wisi, dziurawy, zacerowany troskliwą ręką, najważniejszy.
Czekała do końca, choć było wiadomo, że nie wróci. Ciała nie odnaleziono. Może leży na dnie Morza Białego albo gdzieś pod Starobielskiem. Rosjanie mówią "zdarzenie". Tak zwani Białorusini: "przecież to byli przestępcy".
Pokażę wam kilim. Posażny kilim babci, w którym utkwiły odłamki. Jedyna pamiątka, bo reszta przepadła w absurdalnej zawierusze. Trzeba było kłamać, że przecież Niemcy w Katyniu zabili. Nawet zdjęcia trzeba było niszczyć, bo ubecy przychodzili, zabierali na dwudniowe przesłuchania, pytali "gdzie twój mąż". Jakby nie wiedzieli.
Nie wiadomo, kiedy przypada rocznica Mordu Katyńskiego, bo nie wiadomo, według jakiej rozpiski i jak długo mordowano. Ostatnia kartka od dziadka miała datę 30 marca, więc to jakoś teraz. Dlatego ten wpis.
Kilim? Wisi.
Kurczę, Jantoś...aż nie wiem co napisać. Jeszcze się wrócę.
OdpowiedzUsuńDzięki.
OdpowiedzUsuńKlim wisi. A Rosjanie uparcie wypieraja sie winy. Miejmy nadzieje, ze pamiec o ofiarach bedzie trwala jak ten klim. Dziekuje za te historie. dala mi do myslenia.
OdpowiedzUsuńMojego pradziadka wyprowadzili z domu ci z UPA; ma się rozumieć, nie wrócił. Był nauczycielem; dyrektorem szkoły w Bohorodczanach.
OdpowiedzUsuńCześć ich pamięci.
To nie Rosjanie, nie Ukraińcy, nie Niemcy i wreszcie także, nie Polacy kogoś mordowali, tylko na rozkaz odpowiednich władz, odpowiednie służby: NKWD, UPA, Gestapo, SB - pamiętajcie, proszę, o tym! To ważne!
OdpowiedzUsuńAnulko, niech kilim będzie z Tobą! ;)
OdpowiedzUsuńMuscatku droga, ja nikogo nie obwiniam, ale ktoś w potylicę strzelił, albo wypuścił torpedę żeby ktoś inny mógł sobie zalec na dnie zimnego morza. Zasłanianie się służbami prowadzi do stwierdzenia "a, no właściwie nic się nie stało, bo to GRU kazało, i dajmy temu spokój". No nie daję temu spokoju. Strzałowi w tył głowy - nigdy, niezależnie od organizacji ani pobudek. Pamiętaj o tym.
Antoni, zajadam kulebiaka, a jak jem kulebiaka to myślę sobie zawsze o tym świecie, którego już nie ma (może dlatego, że to kresowe danie) i o tych zawirowaniach historii, które sprawiły, że wielu z nas/naszym rodzicom nawet takie kilimy po nim nie zostały.
OdpowiedzUsuńSłowo Katyń zawsze mnie ściska za gardło.
Gratuluję posiłku! Tak, dla wielu nawet taki kilim jest nieprześnionym wspomnieniem. Powiedzmy sobie szczerze: kto nie uciekł, ten po wojnie miał kupę. Za wyjątkiem paru ziemian, którzy pewnie układali się z ruskami, bo angole sprzedali nas ze wszystkim.
OdpowiedzUsuńNoblevko, jak by nie było, piękna nowa fota! Cholerka, jak wy to robicie? Coraz to młodsze laski, a u mnie coraz większe kurze łapki.
Piękne słowa... Jak i kilim, który niech wisi zawsze...
OdpowiedzUsuńPrzedmioty bywają trwalsze od ludzi.
OdpowiedzUsuńAntoni Dobrodzieju drogi:: Dobre opowieści są jak najlepsze potrawy. I jedno i drugie potrafisz czynić zaiste wspaniale. Słowem jak najlepszym sosem ozdabiasz talerz życia.
OdpowiedzUsuńAle mi wyszło górnolotnie co?
Ale tak myślę drogi Antoniuszu. pozdrawiam w zadumie...
Piękna i ciekawa opowieść. U mnie w domu również znaleźć można wiele przedmiotów, w których drzemie dusza i historia. Szkoda, że niewielu ludzi potrafi wysłuchać i wyciągnąć wnioski...
OdpowiedzUsuń...i niech wisi ten Kilim, niech przypomina kolejnym pokoleniom o historii tej prawdziwej, tej naszej. I oby nie musiał więcej ratować życia.
OdpowiedzUsuń[*][*][*]
"poliszynel"
.....takie wspomnienia jak najbardziej nalezy pielegnowac,to jest prawdziwa historia......smutna,ale prawdziwa....tego typu wspomnienia powoduja,ze zatrzymujemy sie od czasu do czasu w tym codziennym biegu......
OdpowiedzUsuń.....a kilim niech wisi i niech jak najdluzej przypomina.....
A piekny kilim wisi, nie zapomnimy.
OdpowiedzUsuńHmm, bylam w Bakalarzewie, przeplynelam przez Bakalarzewo tak naprawde, jak kiedys jeszcze tam zawitam, to bedzie owa miejscowosc miala dla mnie inny wymiar... Ciegla sobie powtarzam, ze wszedzie znajda sie ludzie-potwory, na szczescie wspaniali tez sa wszedzie, choc lza sie czasem prawie zakraci...
Mój dziadek miał więcej szczęścia. Sachsenhausen jednak niektórzy przeżyli...
OdpowiedzUsuńDziękuję wszystkim za wpisy i przepraszam, że nie odpowiadałem, ale wczoraj byczyłem się jak mało kto. Książka, leżenie do góry brzuchem i takie tam. A i dzisiaj jeszcze bym sobie poleniuchował, ale na przednówku roboty huk. Się kłaniam się i beretką wachluję. Ide sprawdzić, czy nie da się trochę poobcyndalać ;)
OdpowiedzUsuńIdz, idz zobacz Antoni, moze sie zywy inwentarz sam wyprowadzil na laczke poskubac jakiej mlodej trawki? :-)
OdpowiedzUsuńDługie, sporządzane bezdusznie listy z nazwiskami; zaginionych, poległych, zamordowanych, a przecież każde imię przypisane jest do konkretnego człowieka żyjącego swoimi smutkami, troskami i radościami, to ojciec, mąż i syn, którego kocha się i oczekuje jego powrotu do domu. Przestaje się czekać dopiero, gdy złoży się ciało w ziemi na wieczny spoczynek, ale nadal się kocha, wspomina, modli za duszę, a pozostałych tak nielicznych pamiątek strzeże się jak oka w głowie.
OdpowiedzUsuńUkrywanie zbrodni to czynny współudział w niej, barbarzyństwem jest wiedzieć, mieć dowody i z premedytacją dręczyć tych, którzy pełni nadziei i miłości czekają na swoich najbliższych.
Przemijanie, nic więcej nie powiem. Powiedziałaś wszystko, nawet to, czego nie śmiałem. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńBuruu, młodą trawkę to ja mam, ale z drugiej mańki ;)
W sensie że z drugiej strony, za stodołą znaczy się ;)
OdpowiedzUsuńA to juz jasno powiedziane, nawet bardzo. To mnie pociesza, znaczy sie trzoda ma co jesc, bo martwialm sie ze nam rozmaryn moze zezrec :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwięte słowa Antoni! Ja znam historię Edwarda, który zostawił trzy letniego syna... z niewoli sowieckiej uciekł do Francji... ale syna już nigdy nie widział i do kraju wrócić nie mógł.
OdpowiedzUsuńDobrze mieć taki kilim...
pzdr!