sobota, 3 kwietnia 2010

Święta idą, Święta!

















Wielkanocna święta pora.
Zgasić mus telewizora,
napiec ciast i natrzeć chrzanu
żeby się podobać Panu.
Więc umyjcie się, rodacy,
byście byli tacy cacy.
Teraz już możecie godnie
biesiadować dwa tygodnie:
pojeść szynki, popić wódki...
Och, czas świąt jest taki krótki!

I masz, a raz jeden przy Wielkanocy miało być na poważnie. No ale co zrobić, żywność taka (w dodatku kocia). Życzę wam, konwalijki urocze, żeby cały ten blichtr, szamotanie, nie przysłoniły tego, co w tych Świętach najważniejsze. Amen.

piątek, 2 kwietnia 2010

%$*^!!@# *%&^ @#!! [ocenzurowano]

A co to tu wyprawuje się, a? Kto mnie tu głupoty wypisuje takie, że aż strach? Ot, psia mać w rzyć kopana. Co za poteflon mnie tu bloga zapaskudził? Wiecie wy coś o tym, przylaszczki niebieściuchne? Co to za Kut... Kulas? Człowiek na chwil parę obejrzy się w drugie mańkie, a tu o ło, masz babo placek ze śliwkami posypany cyjankiem. Jeszcze czytelnikom moim naubliżał, strofować zaczął, że teraz od jednego do drugiego z gąsiorkiem przeprośnym zaiwaniać będę musiał! Że jak? Koń Poszepszon na balkonie? Kto jego zrobił, poszczajducha trefnego?!

Popiliśmy my pozawczoraj z Szuwaśką u niego na gumnie, temu zaprzeczyć się nie da, bo cała wioska słyszała, a ksiądz proboszcz załamał ręce i powiedział, że tyle rozmarynu to i na całym świecie nima. Jeszcze wczoraj ja tyłem chodziłem, to i do komputerka nie siadałem, bo to, panie, ciężko w stanie wzmożonego zapotrzebowania na ciszę dymamem pedałować ażeby elektryfikacji naprodukować.

Pozawczoraj sołtys nasz przyszedł do mnie, że beli z kiszonką dla krów poobracać trzeba, bo zamokli. To wiadomo, energetyzować się trzeba było, bo jak wy może wiecie, robota na gospodarce ciężka jest i poświęceń wymagająca. Jeszcze od Baciuka, tego memłona, odganiać się musieliśmy, bo łaził i nic tylko wypytywał, kiedy skończymy. Nawet konkurs rzutu widłami w Baciuka my z sołtysem wyczmoniliśmy, ale to tak tylko dla rozerwania w przerwie na stakana. Może my takiego konkursa zrobimy jak się Gminne Zawody Gimnastyczne odprawiać będą?

Czekaj czekaj. Baciuk... pytał kiedy skończymy... Popisano głupot po blogu... Baaciuuk! Swołocz ty gliniewicka jedna, czekaj ty, już ja dla ciebie porachuję te trzy zęby, co się dla ciebie w gębie zostali. Minuty twoje są policzone jak pryszczy na twojej łysej pale, chędożaku leśny ty, kaczy bobku rozlazły, mendo zasyfiona, gnojojadzie usmarkany! A żeb ciebie knury włóczyli za moje udręczenie!

Tylko skąd on taką hadką gadkę zna, ciekawość. Jakbyś letnika słuchał. Jak nic nająć kogoś musiał, pokurcz jeden. W rzeczy samej, kultywator dwie niedziele temu nazad sprzedał. Ooo, pomorek! Już ja dla niego golgotę naszykuję, czort!

——————————————————————————   <—— cienka kreska
PS. Soraski za wyrazki nieprzystające do dzisiejszego dnia, ale tak się w tym roku złożyło, że 1 kwietnia wypadł w Wielkim Tygodniu. To mój pierwszy blogosferyczny prima aprilis, więc nie mogłem się powstrzymać, mimo że nie próbowałem. Obiecuję, że to był pierwszy raz i że na przyszłość się nie poprawię. Kłanialski. Podpisano Franciszek Kulas Czyprak Antoni.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Wyjście z cienia

Dzień dobry Państwu. Uznałem, że nadszedł czas aby się ujawnić. Ukrywanie się za wymyśloną przez siebie postacią zaczęło mi doskwierać; pragnę abyście również mnie poznali i może odrobinkę polubili. Od Antoniego Czypraka różni mnie wiele. W Internecie jedynie kreuję postać tego niechlujnego rolnika, w rzeczywistości będąc kimś innym w tym najlepszym, najwspanialszym i najrealniejszym ze światów (haha, najrealniejszym ze światów, to ci dopiero; mam nadzieję, że wybaczycie mi ten nieszkodliwy, ale jakże miły żarcik, który jak żadna przemowa potrafi przełamać pierwsze lody, rozluźnić atmosferę i sprawić, że będziecie patrzyli na mnie przychylniejszym okiem). A zatem pozwolę sobie skreślić kilka słów o tym, co mi w duszy gra.