
Kościelny Koszelewski, który u nas za wykształciucha robi, ponieważ za piątym razem zdał on maturę w Technikum Rehabilitancji i Ondulancji... czy może Rekonwalescencji i Ortodoncji... oj, nie pomnę, dawno temu to było; no więc ten nasz kościelny, poliglotem wioskowym będąc, mówi, że gdyby tego plamtopa bez „u” napisać, to „plum” by wyszło, znaczy się po hamerykańsku „śliwka”.
- Dla mnie zdaje się, kochanieńki, że oczadział ty ze wszystkim - zahuczał przyjaźnie Szuwaśko, wywołując drżenie szyb pocieraniem łapy o niedogoloną brodę. - Jaka śliwka kiedy tu, o, patrzaj się, masz jabłko namalowane, i to nadgryzione. Musi bez to wysprzedaż była, że niekompletne ono.
- Oczadział nie oczadział, ale swoje wiem - naburmuszył się Koszelewski i pociągnął łyk ze stakańczyka.
W końcu, po dwóch gąsiorkach czasu i burzy mózgu, ustaliliśmy, że „plum” w nazwie dali temu plumtopu z tej przyczyny, że na wilgotność wytrzymały może on być. Że niby jak plumknie we wodę, to nic a nic dla niego nie dzieje się. Coś jak absolutnie wodoszczelny zegarek firmy Plum Elektroniks, co to wójt z Gliniewic bez niego do kibla nie idzie. „Albo jak kaczka, co pływa, a jednakowoż nie namaka”, rozpromienił się stary Pałąk, ale dostał w ucho.
Szuwaśko się ucieszył, że będzie mógł stawiać pasjanse podczas comiesięcznej kąpieli w balii, jednak testów nie wykonaliśmy, gdyż ponieważ akuratnie drelichy robocze w tej balii odmakali. Szczęściem wiadro z wodą stało w sionce, tak i wrzucili myśmy tam sołtysowy nabytek.
PLUM.
Jutro Szuwaśko pierwszym pekaesem jechać ma do Gliniewic z zażaleniem, że plumtop aktywność utracił i kopie prądem przez wiadro. Mam nadzieję, że ludzie w „Turkuciu podjadku” jakiś instynkt samozachowawczy mają. Olaboga, przecież jak go wnerwią, gotów im zrobić to samo, co inkasentowi Boruszko Anatolowi, który odmówił zeszłej wiosny przestawienia licznika na zero!
Ale, raz chyba zrobl plum? czy nie?
OdpowiedzUsuńNiby sliwka , a jablko namalowane...dziwne czego to ludziska nie wymysla:)
Usmialam sie do lez! :)
OdpowiedzUsuńJak dobrze ze Ty Antoni jestes!
Ha! A moja córka wrzuciła nowa komórkę Taty do kubka z kakao i uratowaliśmy! Była wycierana płynem z dezodorantu i suszona suszarką do włosów. Działa jak burza! jakby co, to Córę podeślę, bo to ona uratowała ( ta starsza i ocaliła Małej tyłek...)Pozdrowienia dla Szuwaśki :)
OdpowiedzUsuńUśmiałam się do łez!Jesteś nadzwyczajny i przepisuję sobie owe historyjki na wszelką chandrę ;-)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie pobierasz opłaty za takie recepty?
Arku, no właśnie, raz zrobił i dupa. A on powinien plumkać jak maszyna, która robi "ping". Wiesz, to jabłko to może i być, ale dlaczego nadszarpnięte? To już całego dac nie mogli? Oj, ta minimalizacja kosztów, chaliera.
OdpowiedzUsuńPoleczko, dziękuję! Tak samo mówi Radziulis Czesław kiedy mnie widzi jak ja z gąsiorkiem od Maciaszczyka wracam ;)
Dzięki, Grażynko, ale nie ma takiej opcji żeby Szuwaśce nie wymienili tego niesprawnego plumtopa. Jak go znam, jeszcze mu kilo jabłek dorzucą za to nadgryzione na obudowie.
Szarlotku, o terapeutycznym działaniu moich wypocinek nigdy nie myślałem, ale to ciekawa koncepcja, a przynajmniej miło łechcąca moją rozpaloną do czerwoności próżność ;) Dziękuję za dobre słowo! Więcej ono warte, niż metr kartofli i łubianka fasoli.
Szarlotek ma racje :)
OdpowiedzUsuńZamiast po tych psychologach się szwendac wystarczy Ciebie Antoni poczytac. Ja sie powtorze, ale też, aż ubeczalam się ze śmiechu.
A z drugiej strony ... ciężko byc sołtysem. Takie mechanizmy teraz... ;-)
Cięzko sie w tym polapac.
A sołtys to czasem nie zarządza sadem, że to nadgryzione jabłko dostał? ;)
OdpowiedzUsuńDwa gąsiorki czasu :D
OdpowiedzUsuńJak ja się cieszę, że do Ciebie trafiłam Antoni :)
Kucharze, nie beczcie, ludzie patrzą :D Bardzo się cieszę, że się podobało i rozbawiło. A ja zastanawiałem się, czy puszczać tę powiastkę. Poczucia humoru najwyraźniej nie mam ;)
OdpowiedzUsuńZemfi, prawda to, sad on swój ma (za pałąkowym polem owsa, a przed lasem, co przy nim droga na Paździerzownicę idzie), więc z tej przyczyny na ubytki czujny więcej on być może, gdyż niecierpliwy na zyski jest. Do tego jabłka na obudowie plumtopa to jakby łoś się przyssał, takie wygryzione było. Sam widziałem. A tęczowe jakie! Jakby ped... no, tęczowe.
No co, tak się przecież mówi: dwie godziny czasu, trzy bułki chleba... :D
Moniko, i ja rad! Motto tera będzie. Przychodźcie do mnie, dla których się chce się, albowiem ja z wami chętnie waszej śliwowincji napiję się, o ile polejecie nie za mało. Da i budzie. Miejcie się niekiepsko.
:)))))))
OdpowiedzUsuń